"Musisz być twardziuchem a nie miękciuchem" 2010-01-25 23:16:33

Czy można nie lubić Kochania? Ja chyba czasem nie lubię Kochać… szczególnie w te zimne wieczory, kiedy wolałabym siedzieć z kubkiem gorącej czekolady tudzież grzańca i wtulać się w to najsilniejsze ramię. Oglądać film (nawet z serii wojennych, które tak ciężko znoszę) byle tylko być blisko. Nie lubię Kochać kiedy tęsknię, kiedy moje pluszowe serduszko rozjeżdża pociąg relacji Rybnik – Warszawa i stoję jak ta głupia zdrapując z policzka zamarznięte łzy. Nie lubię Kochać kiedy ludzie dookoła prowadzą się za ręce a obok mnie ta pusta przestrzeń… Nie lubię kochać kiedy czekam na dźwięk telefonu… Nie lubię kochać kiedy zazdrosna o każda chwilę uwagi zmieniam się w marudną złośnicę… nie lubię Kochać, kiedy pisząc o emocjach zatapiam literki na klawiaturze… nie lubię…

A jednak Kocham, bo to mój narkotyk, uzależnienie i jedna osoba, która doprowadza mnie do takiego obłędnego stanu nieważkości, kiedy nie liczy się nic poza Kochaniem. Kocham – najpiękniejsze słowo jakie jest mi dane słyszeć… I nie przestanę płakać na zamarzniętym peronie bo on zawsze dla mnie będzie zimny… oprócz tych chwil kiedy szukam na horyzoncie trzech błyszczących pociągowych oczu… znów wylałam wszystkie smutki i z mogę wrócić do społeczeństwa wraz z uśmiechem, którego ode mnie oczekują…


"Twardym być, z twardymi trzymać, Twardego mieć"

Tagi: wieczorami

skomentuj (2)

Kochanie, kupmy kota! 2010-01-20 00:22:35

            Zmiana określonej postawy nie jest łatwa. Chociaż, zależy to od wielu czynników. Jednak jak znaleźć np. czynnik odnoszący się do strachu przy przekonywaniu do posiadania kota?

            Aronson mówi, że aby komunikat perswazyjny był skuteczny ważne jest kto, co i do kogo mówi. Trudno jest mi stać się ekspertem w dziedzinie posiadania kotów tudzież weterynarzem gdyż takowego wykształcenia nie posiadam, mogę jedynie posłużyć się moim „eksperctwem” w innej dziedzinie, a co ważniejsze, mój partner uznaje mnie w tej dziedzinie za jego prywatnego eksperta. Cóż gwiazdą filmową też nie jestem jednak i na to znajdzie się mój prywatny sposób.

            Ważne jest również obranie odpowiedniej strategii. Rozumując według zasad podręcznika problem posiadania kota dotyczy i mnie i mojego partnera w znacznym stopniu osobistym, zatem stosowniejszą strategią byłaby strategia centralnej perswazji. Musiałabym więc użyć mocnych argumentów, gdyż w momencie kiedy sprawa ma istotne znaczenie dla samopoczucia mojego partnera będzie on skupiał się na sile merytorycznej moich argumentów. Idąc dalej tym tropem moje stanowisko prezentowałoby się tak:

-          Zawsze chcieliśmy mieć zwierzaka. Koty chodzą własnymi ścieżkami i towarzystwo człowieka nie jest im niezbędne jak na przykład jest w przypadku psa, zatem z uwagi na to, że obydwoje pracujemy kot jest dla nas idealnym rozwiązaniem.

-          Jeśli weźmiemy zwierzaka ze schroniska to na pewno będzie już wysterylizowany, ponieważ schroniska od razu sterylizują trafiające do nich zwierzaki, więc nie będziemy mieć kłopotów ze znaczeniem terenu przez kocura albo z niechcianymi młodymi kotki, poza tym obdarzymy miłością porzuconego zwierzaka.

-          Często wieczory spędzam sama, ponieważ ty masz obowiązki związane z pracą, kociak doskonale umiliłby mi samotne wieczory, chyba nie chcesz, żebym chodziła po pubach i pozwalała podrywać się obcym mężczyznom?

-          Kiedyś będziemy mieć dzieci, a w domu gdzie są dzieci powinny być i zwierzęta.

Co prawda zastosowałabym mały argument odnoszący się do wywołania strachu, a co za tym idzie chęci zniwelowania tego uczucia przez mojego partnera, jednak nie były to argument kluczowy.

Moje argumenty mogłyby nie mieć dużej siły przebicia i mój partner dalej by się opierał. Zatem poszukałabym eksperta gdzieś poza sobą czyli rozejrzałabym za posiadaczem kota, najlepiej wśród kolegów mojego mężczyzny. Idealnie byłoby gdyby pogadali przy piwku, bo przecież nic tak nie relaksuje jak zimne piwko w dobrym towarzystwie. Z kolegą najpierw zawarłabym mały pakt, że w zamian za ciasteczka/latanię/inny kulinarny specjał/ przemyciłby do rozmowy kilka argumentów za posiadaniem  domu kota.

Kwestię utrzymania postawy pomijam, gdyż zakładam, że partner nie złamie raz danego słowa, a kiedy już dojdzie do kupna / adopcji kota, to przecież nie wyrzucimy go ani nie oddamy do schroniska.

           Jednakowoż uważam, że wszelkie psychologiczne aspekty zmiany i utrzymania postawy są zbędne w sytuacji kiedy kobieta ma przekonać do czegoś mężczyznę, tym bardziej, że jest on jej partnerem. Co prawda jako feministka nie powinnam uciekać się do takich metod, jednak przede wszystkim jestem kobietą, a dopiero później feministką. Idąc za myślą Aronsona ta strategia byłaby zaliczona raczej do strategii perswazji peryferyjnej ponieważ skupiałaby uwagę na otoczce, a nie na problemie. Otóż, jak to mówi mądre, stare przysłowie: przez żołądek do serca, a kolejna mądrość ludowa głosi: Polak głodny – Polak zły. Moje działania taktyczne rozpoczęłabym od przygotowania ulubionego dania mojego partnera (jeśli chodzi o mojego chłopca byłaby to zapewne lazania), do tego butelka naszego ulubionego wina. Po skonsumowaniu i wprawieniu się w przyjemny nastrój nastąpiłaby druga faza moich działań, czyli zaprezentowanie mojemu partnerowi nowego zakupu (koniecznie ze sklepu typu Triumph), a dalszą część każdy może dopowiedzieć sobie sam. Myślę, że nie ma mężczyzny, na którego nie podziałały by tak „mocne” kobiece argumenty, który z silnych „macho” odmówiłby swojej cudownej kruszynce, która tak się postarała?

Tagi: kobieta

skomentuj (0)

Nie chcę sama zasypiać... 2010-01-17 00:50:46

Czuję, tak ja potrafię odczuwać.

 

Odwiedził mnie kolejny mój mały przyjaciel, straszny natręt. Mam ochotę kopnąć w jego małe, włochate dupsko. Ale cóż, wygląda milusio. Czasem nawet go lubię, ale nie dziś, nie tego wieczora. Ten mały upierdliwiec cały czas mi powtarza, że biorę i biorę… a gdzie tu dawanie?

Poezja obecności już niecodziennej przeplatana małymi namiętnościami, uściskami i pocałunkami takimi zazdrosnymi, zaborczymi i wciąż nienasyconymi. A jednak nic wartego opisania, zapamiętania. Nie potrafię być Twoją muzyką. Ty jesteś moją, ty jesteś mną, jesteś moim uzupełnieniem. Wiem, że nieudolnie to pokazuję.

I znów przyszedł się połasić, połechtać mięciutkim futerkiem ociekającym lepką nieżyczliwością… bo łatwiej doklejać, formować na nowo, rzeźbić w gotowym i tworzyć według własnego obrazu i podobieństwa. Po co przyjąć to co jest z dobrodziejstwem inwentarza? Ach ta moja pewność, że ja mam rację i że moje musi być na wierzchu…

Zazdroszczę im… i równie mocno ich nienawidzę bo teraz muszę młotem pneumatycznym odkuć to co one nakleiły.

 





Po raz kolejny przeczytałam twoje wiersze.

Tagi: przemyślenia, wieczorami

skomentuj (0)

Księga Gości
czytuję
amel się śmieje ze swojej kobiety :P
tamboreczka
evianna
kauach
pim
novok
amelia

mankologia inaczej
pracy twórczej ciąg dalszy to co spisuję piórem na papierze
galeria pracy twórczej wszystko co portafie wykonac własnymi rękami