RSS
 

Uczyć się siebie na nowo

28 lis

Trudno jest pozakładać słowa na uczucia gubiące się w mojej głowie.
Według wszelkiego prawidła powinnam być szczęśliwa, radosna, ociekać
szczęściem. Jednak te ubranka jakoś nie pasują, wydają się przyciasne. Muszę dobrać
coś co będzie pasować, ale w pobliżu nie ma odpowiednich worków, z których wyciągnęłabym
gotowe odpowiedzi. Wpadłam w dziurę nieumiejętności, swego rodzaju stagnacji i
obojętności. Zobojętniałam na nazywanie rzeczy po imieniu, wisząc w próżni
próbuję nauczyć się chodzić na nowo. Chciałam tego bardzo, ale teraz ciągle
widzę jakieś „ale”, małe kamienie urastają do głazów a pagórki do Himalajów. Zderzanie
wyobrażeń z rzeczywistością zawsze boli, ludzie jak i ich relacje są w ciągłym
ruchu, zmieniają się. Szkopuł tkwi w tym, żeby umiejętnie się dopasować.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

burza hormonów

26 paź

            Dziś
nawiedziło minie dobrze znane uczucie. Myślałam, że ono już nigdy nie powróci,
że mam to za sobą. Myślałam, że takie uczucia towarzyszyły mi tylko kiedy
dopiero raczkowałam na drodze do dorosłości.

            Kiedyś,
kiedy uganiałam się jeszcze za chłopcami, bawiłam się w łowcę, w kotka i
myszkę. Krążyłam wokół mojej ofiary, zaganiałam, stosowałam najróżniejsze
sztuczki, żeby osiągnąć swój cel. Zwykle bywało tak, że w momencie zwycięstwa
nie odczuwałam żadnej przyjemności, euforii, chociażby cienia radości. Po
prostu dostawałam to co chciałam, coś na co ciężko pracowałam i co mi się
należało. Tak było też kiedy dostawałam dobre oceny albo prezenty, na które
zasłużyłam. Po prostu wychodziłam z założenia, ze to mi się należy więc nie ma
się z czego cieszyć. Więcej radości sprawiał mi zawsze proces zdobywania,
starania się, pracowania. Nagroda nigdy nie była najważniejsza i szybko mi się
nudziła. Problem rodził się dopiero wtedy, kiedy nagroda nie spełniała moich
oczekiwań. Tupałam wtedy nóżką, zwieszałam nos na kwintę i robiłam
niezadowoloną minę rozkapryszonej księżniczki. Można podsumować to
stwierdzeniem, że:

1.       Doskonale
znałam swoją wartość, wiedziałam na ile mnie stać i co należy mi się w zamian.

2.       Byłam
interesowna, bo podejmowałam działanie oczekując nagrody (chociaż ta nie
sprawiała mi przyjemności).

3.       Byłam
zimna i wyrachowana.

Nie przychodzi mi na myśl więcej
określeń. Wszystkie stwierdzenia są nacechowane pejoratywnie, co nie świadczy o
mnie najlepiej. Mój dzisiejszy stan też nie świadczy o mnie najlepiej. Dostałam
to o czym tak marzyłam, czego pragnęłam, a jestem niezadowolona bo ten dzień
nie wygląda tak jak go sobie wyobraziłam. Nie cieszę się tym, że spełniło się
moje marzenie tylko skupiam się na niezadowoleniu, skupiam się egoistycznie na
sobie. Nie patrzę na wysiłek włożony w to wszystko tylko na to, ze coś jest nie
po mojej myśli. Powinnam się cieszyć, skakać i klaskać uszami z radości, a tak
nie jest.


Tłumaczę sobie mój stan jako PMS…

 

Mańka idź się leczyć…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

„Dekalog kobiety współczesnej”

15 wrz

„Dekalog
kobiety współczesnej”, taki tytuł nosiła wystawa plakatów, którą ostatnio
zobaczyłam. Autorka w swoich pracach wyraziła to, co od dawna siedziało w mojej
głowie. Począwszy od wszechobecnego seksu, dążenia do perfekcji i stawania się
chodzącym oksymoronem.

Obraz współczesnej kobiety kreowany przez media i
wtłaczany nam pod czaszki, do wszechświadomości staje się nieosiągalnym
ideałem, idyllą, ideologią wręcz. Kobieta współczesna powinna z rozkraczonymi
nogami, spomiędzy których raz po raz wypada niemowlak (walczmy z niżem
demograficznym!) pracować na kierowniczym stanowisku i dobrze, ba! bardzo
dobrze zarabiać. Żeby tego było mało powinna emanować subtelnym kobiecym
pięknem, najlepiej w pełnym makijażu od rana, seksownej bieliźnie i równie
seksownym okryciu wierzchnim. Celowo używam słowa okrycie, a nie ubranie,
ponieważ medialna papka serwuje  nam
„seksowne” kobietki ledwie okryte 15 cm spódniczką i niewiele większą
bluzeczką. Jednak to nie jest jeszcze pełny kobiecy wizerunek. Idealna kobieta
poza byciem buissneswoman, super matką polką, powinna byś diabłem w sypialni,
istną ladacznicą, która spełni wszystkie zachcianki i sama będzie ciągle
czerpała przyjemność z seksu, nie będzie wymawiała się bólem głowy i
innymi bzdurami. Po idealnym spełnianiu łóżkowych fantazji kobieta grzecznie
podrepta do kuchni, nakarmi męża, gromadkę rozwydrzonych dzieciaczków, umówi
się z chirurgiem plastycznym bo przecież musi być wiecznie piękną, skoczy na
fitness, zamieni się w modnie ubraną modelkę z pierwszych stron gazet, zje
tylko okruszek razowego chleba będąc na permanentnej diecie i zdąży na nocną
zmianę, bo jeden etat to za mało. Taką kobietę serwuje nam świat, wymaga
dążenia do ideału.

Kobieta
współczesna staje na rzęsach żeby sprostać postawionym wymaganiom. Jeśli
odpuści sobie czasem usłyszy, że się nie stara, że jest beznadziejna, nie dba o
siebie, nie zależy jej na rodzinie, a gotowanie zawsze było jej kiepską stroną,
ważne są dla niej tylko pieniądze etc.

Kobiecie
współczesnej pod pozorem świadomego wyboru ten wybór odebrano. Zahuczą
feministki, że to nieprawda, że one walczą o swobodny wybór (do przerywania ciąży,
równości w pracy i na tym koniec, bo feministka nie zadba o zapracowaną matkę 3 dzieci
próbującą zapewnić byt rodzinie bo to za mało medialne), a skarcą kobietę,
która świadomie wybiera bycie „kurą domową”, a jeśli ma wielodzietną rodzinę to
pod pozorem niezbędnych czynności podetną jej jajowody żeby nie wyhodowała
większej liczby kurek. Zahuczą tradycjonaliści, że kobieta ma wybór, a ten jedyny słuszny to ciepło domowego ogniska, pachnąca szarlotka, codziennie dwudaniowy obiad i uprasowane pranie. I tak w koło Macieju.

O niektóre
wybory kobieta współczesna nadal musi zawalczyć. Już nie tylko o możliwość
nauki, pracy czy głosowania, ale o możliwość swobodnego kształtowania samej
siebie, bez narzucanych kalek i osądzania jeśli wybierze SWOJĄ drogę. Przede wszystkim, kobieta współczesna zawalczyć musi o pewność siebie żeby nie polec w walce z medialnymi wiatrakami.

 

 

Ja,
kobieta współczesna, pozbawiona wyboru
.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dania Gerber czyli ja i papkowacenie

06 sie

            Rozkład
doprowadza ciało do stanu papki. Gnijemy od środka, zaczyna się od tego co
najwilgotniejsze. Wilgoć sprzyja bakteriom i grzybom. Egipcjanie zapobiegali
„papkowaceniu” poprzez pozbycie się narządów wewnętrznych i zastąpienie ich
wonnościami, a później bandażami. Żeby pozbyć się reszty wody z ciała stosowano
sodę; tak jak pozbywa się brzydkich zapachów z lodówki zostawiając w niej
trochę sody w kubeczku. Żeby zadbać o piękno budowano sarkofagi, nakładano
maski, tworzono grobowce. Nic nie zgniło, nie zmieniło się w papkę, zostało
piękne i trwałe.

            Zdiagnozowałam chorobę. Nie jest nią
wczesna depresja jak można było sądzić po ogólnym marazmie, niechęci, smutku,
braku pociechy, bezsenności i innych klasycznych objawach. Zdiagnozowałam coś
innego, jest to rozmiękanie. Delikwent rozmięka od środka. Jakby gnił, zmienia
się w zwłoki, a z racji, ze żyje staje się zombie. W przeciwieństwie do
klasycznego gnicia, żyjący delikwent rozmięka od warstwy najgłębszej, której ze
względu na stan psychofizyczny pozbawione są zwłoki, mianowicie od uczuć.
Zaczynają go roztkliwiać malutkie zwierzątka, zakochane pary, niewielkie
osobniki rodzaju ludzkiego. Następnym objawem jest tęsknota, tęsknota za inną
jednostką ludzką, najczęściej odmiennej płci. Możliwe jest tęsknienie za
większą liczbą jednostek. Kolejnym etapem jest niemożność znalezienia sobie
miejsca poza jednostkami, za którymi rozmiękający tęskni. Brak bodźców
społecznych spowodowanych tęsknotą działa zniechęcająco wpływając na
pogorszenie się samopoczucia pacjenta. Co skutkuje stanem określanym jako
„weltschmerz”. Uczucia tego doświadczały takie wybitne jednostki jak Giaur,
Werter czy Gustaw zwany Konradem. Często psychiczne objawy mają wpływ na stan
fizyczny delikwenta. Pogarsza się apetyt bądź przeciwnie chory cierpi na
nadmiar apetytu, występuje brak chęci podejmowania wysiłku fizycznego, dochodzi
apatia i zniechęcenie. Istotę ludzką pozbawioną ruchu i pożywienia bądź też
nadmiernie spożywającą pokarmy dotykają najróżniejsze schorzenia uderzające w
fizyczność: począwszy od wszelkiego rodzaju bólu, poprzez skurcze, skończywszy
na złamaniach, zwichnięciach, zapaleniach. Następne etapy są w sferze badań.
Nie wiadomo do czego może prowadzić „papkowacenie”, można się jedynie domyślać.
Prawdopodobną przyczyną jest stan zwany miłością i rozłąką. Papkowacenie
obserwuje się szczególnie u osobników przejawiających niechęć do ludzi,
stanowczość i nieugiętość. Widoczne jest to szczególnie ponieważ prowadzi do
radykalnych zmian w zachowaniu tychże osobników. Póki co leczenia brak.

         I kto powiedział, ze posiłki Gerber są takie pyszne i zdrowe?

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

ślub, margines, wątpliwości czyli moich lęków ciąg dalszy

01 sie

            Czasem
chciałabym być księżniczką. Taką, o której rękę trzeba by się postarać, zabić
smoka czy inną gadzinę, wyłowić klucz z dna jeziora, czy zrobić jeszcze kilka
innych niesamowitych rzeczy. Chciałabym być czasem rozpieszczana, bo siedzi we
mnie nadal mała dziewczynka, która pragnie słodyczy i mały szczeniaczek,
któremu ciągle mało przytulania. Chciałabym czuć się pięknie każdego dnia.
Jednocześnie chciałabym czuć dreszczyk emocji. Mieć jakiś margines. Strasznie
denerwuje mnie to, że wszyscy dookoła nie wierzą w to, ze mój związek może się
skończyć. Nie chodzi o to, że chcę żeby się skończył tylko o to, ze fakt „nie
wierzenia” odbiera mi ten potrzebny margines pewnej niepewności. Czując się
zbyt pewnie często popełniamy głupstwa lub robią się z nas ciepłe kluchy i
przestajemy się starać. Ja chyba powoli staję się tą kluchą. Jeszcze czasem
były konwulsyjne próby ożywienia, ale coraz częściej są to tylko marne wzdrygi
bez konkretnych rezultatów. Chciałabym wiedzieć, ze nie jestem w takich
odczuciach sama. Że nie tylko mnie przeraża perspektywa ślubu, planowania i
rozpoczynania wspólnego życia. Że nie tylko mnie to martwi, że nie tylko mnie
dopadają wątpliwości. Że nie tylko ja nie jestem z tych dziewczyn, które od
zawsze marzyły o ślubie, wiedziały jaką chcą suknię etc. Do mnie jeszcze żadna
nie przemówiła, choć obejrzałam ich setki. Chciałabym wiedzieć czy tylko moja
mama nie fascynuje się moim ślubem, czy tylko ja jestem panną młodą z wiecznymi
wątpliwościami, pytaniami i czarnowidztwem bez oparcia w rodzinie…

Jestem samotnym człowiekiem. Po licznych obserwacjach, przeprowadzonych
doświadczeniach taki oto fakt stwierdziłam. Nie mają sensu różnorakie próby
przekonywania mnie, że tak nie jest. Owszem, mam wielu znajomych, o czym
świadczą liczby na portalach społecznościowych. Kiedy jednak nadchodzi
popołudnie, wieczór i możnaby wyskoczyć na piwo to nie ma z kim. Kiedy
przychodzi moment, ze mam ochotę spotkać się z ludźmi (co nie zdarza się zbyt
często bo z natury nie lubię ludzi), to nie mam się z kim spotkać. Kiedy muszę
porozmawiać z kimś, w cztery oczy, zostaje mi siostra i on. Bo ja zostałam w
miejscu, wszyscy inni poszli swoją drogą. Przykre są te fakty, ale czy mi
przeszkadzają? Na co dzień nie… jednak czasem są takie dni kiedy doskwiera mi
to okrutnie, a ostatnio obserwuję kumulację tych paskudnych dni.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

W głowie się nie mieści

02 lip

         Są takie rzeczy, które znamy z
gazet, TV, wiadomości. Nikt jednak nie przypuszcza, ze mogą się one wydarzyć na
naszym podwórku. Nie dopuszczamy tego do świadomości bo to takie odległe i
nierealne. Jednak czasem coś się dzieje. Czasoprzestrzeń zagina się właśnie nad
tym konkretnym podwórkiem w naszej okolicy. Stało się. Nierealne przybrało
kształt i zaatakowało. Zło, bo inaczej nie można tego nazwać, pojawiło się
właśnie tu.

            Co
musi skłonić człowieka do popełnienia nieludzkiego czynu? Jak zdesperowany musi
być człowiek by zrobić coś okrutnego, nieludzkiego? Zawsze padają takie
pytania. Teraz te pytania zadajesz sobie ty bo nie mieści Ci się to w głowie.
Bo przerasta to Twoją zdolność pojmowania świata. Nie pytasz o to gdy oglądasz
„wiadomości”, czytasz dzienniki czy oglądasz filmy. Pytasz dopiero gdy dotyczy
to Ciebie, Twojego otoczenia, znajomych.

            Przeglądasz
w głowie dostępne scenariusze w poszukiwaniu rozwiązania, odpowiedzi. Widzisz
tylko tyle, że zawsze ten niepozorny, najspokojniejszy okazuje się „tym złym”.
Widzisz, że w większości przypadków sprawiedliwość wygrywa i „zły” trafia do
aresztu. Tylko co zrobić kiedy tym złym jest Twój znajomy? Kiedy wiesz, że
zawsze był pomocny, spokojny, uśmiechnięty, „w porządku”. Jak to wszystko
pogodzić? Jak to zrozumieć kiedy kiszki skręcają ci się samoczynnie, mózg
odmawia pojmowania, a żadne racjonalne wyjaśnienie nie wchodzi w rachubę?

            Nawet niewiadomo komu współczuć bardziej. Pozostaje tylko stwierdzić „stało
się” i żyć dalej. Może za 25 lat „ten zły” powie nam dlaczego?



 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Promyczki

28 cze

              Czasem są takie dni kiedy nic
nie dzieje się tak jak powinno. Pogoda jest brzydka kiedy akurat wypada wolny
dzień. Nie można dogadać się z najbliższymi. Paznokieć łamie się tuż przed
wyjściem albo oczko wędruje w dół po pończoszce. Nie wspomnę o obcierających
najwygodniejszych butach, uciekających autobusach czy trudnych decyzjach w
najmniej oczekiwanym momencie. Jednak mimo tego, że wszystko sprzysięga się
przeciwko nam zdarzają się chwile, w których zza chmur wychodzi promyczek
słońca.

            Kiedy planuje się z kimś życie niesposób uniknąć
spięć, nieporozumień, kłótni. Wszystko to jest potrzebne w związku, jednak sęk
w tym, że czasem natrafiają na siebie dwa uparte osły. Czasem zdarza się, że
jeden ustępuje. Jednak przychodzi taki moment, kiedy cierpliwość „tego jednego”
przepełnia szklaneczkę. Wszystko się wylewa i mamy problem. Mówi się, żeby nie
płakać nad rozlanym mlekiem, a co z rozlaną cierpliwością? Pozgarniać ją na
powrót do szklanki? Upić zanim się przeleje? Można jeszcze poczekać na menisk
wypukły i żyć na krawędzi – nie ma ryzyka nie ma zabawy. Jednak rozlało się.
Trzeba posprzątać. Z tym sprzątaniem zawsze jest problem bo to takie „niemęskie”
zajęcie. Przecież ON ma dumę, ON ma honor, ON nie widzi swojej winy, tak naprawdę to na stół spadła tylko kropelka, nie pół szklanki… W tym miejscu
można by zacząć narzekać, marudzić, smęcić. Czasem udaje się wypracować
kompromis. Cierpliwość wraca do poziomu normalnego, a sprawcy zamieszania w
zamian za wyrozumiałość i pomoc obiecują poprawę. Wierzę w to bo wiara góry
przenosi, czyni cuda i zmienia świat, więc czemu nie miałaby zmienić jednego
żołnierza?

            Drugi
promyczek dotyczy bardziej ja niż my, ale o nim później żeby nie zapeszyć.
Najpierw trzeba sprawdzić wszystkie opcje, przemyśleć możliwości, a dopiero później
napisać o rezultatach i całości przedsięwzięcia. Póki co dzieje się dobrze.

            

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

migrenowe urojenia

16 cze

            Czasem mam
wrażenie, ze się wypaliłam. Małe przyjemności przestały mnie cieszyć. Nie mam
pomysłu na moje życie, a planowanie jest ciężarem ponad moje możliwości. Miałam
w planie napisać coś optymistycznego, coś co przełamie tendencję niżu
nastrojowego. Niestety chciałam dobrze, wyszło jak zwykle.

            Mam
wrażenie, ze jeszcze nie dorosłam. Ktoś wrzucił mnie na głęboką wodę, a ja nie
potrafię pływać. Po kilku niezgrabnych machnięciach zakrztusiłam się wodą i idę
na dno. Nie ma nikogo, kto podpłynąłby łódką i podał mi rękę, nikt nie rzuci
koła ratunkowego. Wręcz przeciwnie. Jeden rzuci kamieniem, drugi szturchnie
bosakiem. Byle tylko szybciej utopić. Paradoksalnie nawet Ci którzy są
najbliżej dorzucają swoje 3 grosze. Mam za duży balast. Chyba muszę zmienić coś
w moim życiu.

            Boli mnie dziś głowa,
mam moją cholerną, kochaną migrenę.

 
Komentarze (46)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nocne dywagacje zmęczonego umysłu

08 maj

            Chciałamdziś po stresującym tygodniu chciałam zrobić sobie dzień bez telefonu. Niestetynie wyszło mi. Albo mam za dużo na głowie albo jestem uzależniona od telefonu.Z Fb też nie mogłam zrezygnować, że nie wspomnę o gmailu i aqq…

Tęsknię zaczasami kiedy największym moim problemem było to, ze tata nie „kameruje mnie” iczy dostanę chleb z masłem i solą czy bułkę z margaryna i cukrem, oraz to żeprzegrałam w gumę z koleżanką z osiedla.

            Smutne jest to, że im jestem starsza tym mam mniejczasu na małe przyjemności i relaks. Uciekam w „pracę” mając 22 lata, cobędzie jak będę miała lat 40? Zostanę jak Bones… przegapię jakąś szansę i jużnie będzie powrotu. Może niekoniecznie będę sama, bez rodziny, ale… nowłaśnie, jest ale… ale gdzieś ucieknę, nie będzie mnie…

Dziś jestemzmęczona. Cały dzień, mimo 10h snu padam na mordkę. Wyczerpałam zapasadrenaliny na następne kilka miesięcy, a przede mną juwenalia i robienie zdjęć,że nie wspomnę o moich kochanych Strachach. Gdzie ja znajdę na to energię? Powinnam być z siebie dumna, a dopadają mnie przemyślenia…

Znów, patrzącna to co robię, mam wrażenie, że zachowuje się tak jakbym nie chciała niczegoprzegapić, jakbym się bała, ze zabraknie mi czasu. Z drugiej strony możerzeczywiście przed czymś uciekam żeby się chronić? Bo kiedy coś robię nie muszespotykać ludzi, a jak już to spotykam ich na moment i nie muszę się angażować.Mam kilka sprawdzonych osób, na które mogę liczyć nawet jak zadzwonię o 3 wnocy. Nie potrzebuję nikogo, chociaż gdy wczoraj przeglądałam moją książkę telefonicznązdałam sobie sprawę z tego, że coraz mniej mam „ludzi na miejscu” nawet mójnarzeczony uciekł przede mną do Warszawy…

Reasumując…został mi telefon, Fb i aqq… trudno, takie życie. Jesteśmy uzależnieni odzdobyczy techniki i rzeczy, które pozornie miały ułatwić życie utrudniają je,ba zabijają. Zmniejszając odległość tworzą cyborgi uciekające odrzeczywistości…

 

Smutne…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Refleksje świąteczne

25 kwi

            Są takie rzeczy, które nie śniły się filozofom. Mi się nie śniło zrozumienie ludzi. Niektóre jednostki są na tyle wybitne, że całym swoim jestestwem uniemożliwiają mi te sztukę, a co gorsza burzą się, że jeszcze ich nie zrozumiałam. Co poradzę kiedy widać mój rozumek jest za malutki, jestem jeszcze zbyt dziecinna czy niedoświadczona, a moje życie jest zbyt proste i poukładane…

            Żeby wieść spokojne i poukładane życie trzeba sobie pewne rzeczy poukładać. Trzeba czasem zacisnąć zęby, być elastycznym i umieć pójść na kompromis. Przecież tylko dzieciaki się buntują, tupią nóżką i stawiają na swoim. Poza tym trzeba mieć do siebie szacunek i pewne priorytety do których się dąży, zresztą racjonalne i wyważone poglądy też jeszcze nikomu nie zaszkodziły.

            Są pewne etapy w życiu, które trzeba przejść. Tak jak z rozwojem dziecka, jeżeli pominie jakiś etap np.: siadanie to znaczy, że jego rozwój jest zaburzony. Jeżeli ktoś z dzieciństwa przeskakuje od razu w dorosłość oszczędzając sobie czas młodości to niekoniecznie świadczy to o jego dojrzałości, a wręcz przeciwnie. Robienie czegoś na siłę, bez przemyślenia, rozważenia wszystkich za i przeciw, tak na „HURAAA!!!!” to nie jest zbyt dobra opcja. Owszem są wyjątkowe sytuacje, ale i tak większość z nich można by rozwiązać inaczej.

            Zastanawiamsię czy to, że nadal mieszkam z rodzicami (pomimo tego, że studiuję dziennie w swoim mieście, jak się da to pracuję i dostaję stypendium) to świadectwo niedojrzałości? Owszem, niektórych rzeczy nie przeżyłam, ale nie uważam tego za ujmę na moim charakterze, czy jakiś brak, a nawet czasem wręcz przeciwnie. Jednak to nie świadczy o tym, że nie mogę mieć własnego zdania, nie mogę dysponować WŁASNĄ opinią. Jeżeli ktoś postanawiam podzielić się z kimś jakimś problemem to musi liczyć się z faktem oceny, często oceny odmiennej niż jego własne stanowisko. Po to rozmawiamy z ludźmi by poszerzyć horyzonty, skonfrontować opinie, przemyśleć zachowania. Niestety ostatnio „dostaję po dupie” za swoje zdanie. Zaczęłam się nawet zastanawiać nad tym czy czasem nie jestem za głupia na to, żeby mieć swoją opinię na dany temat. Pewnie dyskwalifikuje mnie (w różnych sytuacjach):

-        wiek

-        brak szumnego „doświadczenia życiowego” (cóż mogłam przeżyćmając zaledwie 22 lata…)

-        odmienne poglądy

-        szacunek do samej siebie

Nie rozumiem kilku kwestii. Po pierwsze dlaczego człowiek spotyka się z człowiekiem, który tak wiele razy pokazał swój brak szacunku dla tej drugiej osoby? Dlaczego ludzie, którzy podjęli pewne decyzje wciąż narzekają? Jak można zmienić radykalnie poglądy w ciągu niespełna roku? Dlaczego tak wiele osób przestaje mieć szacunek do samych siebie? Jak to się stało, że miłość można kupić za romantyczny wieczór/wypad/świecidełko (niepotrzebne skreślić, inne warianty dopisać)? Dlaczego dziś życie staje na głowie? Znajdzie się chętna osoba, która mi te kilka kwestii wyjaśni? Będę zobowiązana…

            Jeszczetylko ostatni akapit:

-        Wierzę w Boga, a nie w kościół, uczęszczam tam by wypełniać praktyki religijne jak spowiedź czy komunia święta. Puszczam mimo uszukomentarze polityczne, oczernianie księży (choć czasem to prawda, ale oni są tylko ludźmi, a dobra nikt nie zauważa). Obłudnicy byli już za czasów Jezusa więc dlaczego ma ich nie być teraz?

-        Święta to czas dla najbliższych, dla rodziny. Jeśli ktoś, niewierzy w Boga to dlaczego uzurpuje sobie prawo do korzystania z dni wolnych podczas świąt?

-        Mam szacunek do siebie i nie pozwalam sobie dmuchać w kaszę.

-        Uważam, że związek powinien opierać się na szczerości, wzajemnym szacunku, przyjaźni, kompromisie i miłości (tej psychicznej i fizycznej). Nie rozumiem „kupowania” miłości.

-        Sądzę również, że jeżeli ktoś kilkaktortnie dopuścił się morderstwa to żadna resocjalizacja go nie zmieni (i nie należy traktować tego tylko dosłownie).

-        Mówię NIE aborcji (pomimo wypadków typu gwałt czy czasem zagrożenie życia) i eutanazji jednak każdy ma prawo do godnej śmierci i wypełnienia swojej ostatniej woli.

-        Podofili powinno się kastrować.

-        Antykoncepcja powinna być rozpowszechniona i rozstrzygana w cichości własnego sumienia.

-        Bycie dorosłym dla mnie wiąże się z odpowiedzialnością za własne decyzje i umiejętnością pójścia na kompromis.

-        Każdy człowiek ma prawo do wyrażania własnego osądu.

-        Kobiety i mężczyźni wykonujący tę samą pracę powinni być na równi wynagradzani.

-        Równouprawnienie równouprawnieniem, ale lubię być przepuszczona w drzwiach czy okryta płaszczem w czasie słoty. (Gdybym byłaprawdziwa feministką nie goliłabym nóg, pach, nie nosiłabym stanika i miałabym wąsa :P )

-        Nie wierzę w bezstresowe wychowanie, dysleksję, dysortografię, dysgrafię, ADHD etc. Za czasów NORMALNEGO wychowania nie było „dysów”, a po klapsie w tyłek każde ADHD się uspokajało (pla, pla, pla, a badania takie, abadania siakie – w tyłku je mam) – mam być nauczycielką, a i tak jestem „niepoprawna politycznie”. Na dysortografię i dysleksję są słowniki, a przynajmniej word (jak wiem, że mam problem to sprawdzę co piszę), na dysgrafię była kaligrafia, na ADHD był pas, na brak skupienia mniej telewizji i komputera, a więcej gier i zabaw z rówieśnikami i rodzicami, książki etc.

-        Uważam, że mieszkanie ze sobą przed ślubem (bądź innym zalegalizowaniem związku) nie do końca jest dobre. Ślub ma być zmianą, granicą. Co się zmieni jeśli już ze sobą mieszkamy? Tylko nazwisko w dokumentach (choć dziś już niekoniecznie). Jeżeli ktoś jest dorosły (bo zakładam, że dorośli tworzą stałe związki kończące się ślubem), to potrafi pójść na kompromis w sprawie zmywania, wynoszenia śmieci, wyciskania pasty do zębów czy zostawiania skarpetek gdzie popadnie, potrafi się dogadać i głupotą jest dopasowywanie się przed ślubem.

-        Nie mam nic do homoseksualistów dopóki nie chcą oni wychowywać dzieci.

-        Mój blog to mój kawałek internetu, mogę tu pisać co mi ślina na język przyniesie. Liczę się z krytyką jak i pochwałą. Nie używam nazwisk by nikt nie posądził mnie o naruszenie swojej prywatności.

-        Szanuje cudze poglądy dopóty, dopóki inni szanują poglady moje. Tak samo jest z pracą, wyznaniem, wykształceniem etc.

Jak przypomni mi się coś jeszcze będę dopisywać podkolejnymi postami. To tak na wypadek, żeby znów ktoś kto zna mnie kupę czasu nie powiedział, że nie zna moich poglądów.

            Tyle poświątecznych refleksji.

 

Chrystus zmartwychwstał!

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii